Ta sesja trwałą wyjątkowo długo! Żadna z nas nawet się nie zorientowała, jak nagle czas przyspieszył! Zdjęcia wyszły tak jakoś przy okazji ;p, bo cały czas dobry humor brał górę nad pracą ;p Troszkę żartuję, ale ziarnko prawdy w tym tkwi, bo sporo czasu zajmowało nam uspokojenie się i zaprzestanie ożywionych, babskich pogaduch. Bardzo zależało mi na tym, aby ta sesja wyszła naprawdę dobrze i żeby Ania dała się ponieść, przekonać, że potrafi pozować! Troszkę mam wrażenie w to nie wierzyła. Jak to, Ona przed obiektywem?? Nieee… A jednak! Miałam też prywatny powód, aby tą sesję zrobić… Bardzo mi zależało, aby w końcu zmieniła swoje zdjęcie profilowe na fejsie, które moim zdaniem totalnie nie pasowało do Ani, jaką ja zdążyłam już poznać. Przez to zdjęcie nieomal nie doszło do naszej jakże obecnie owocnej współpracy zawodowej ;p Otóż niezwykle łatwo, jak chyba większość z nas, uległam tak zwanemu pierwszemu wrażeniu wirtualnemu. A historia była taka… Kiedy kilka lat temu przeprowadziłam się do Zielonek Parceli i otworzyłam studio fotograficzne dałam ogłoszenie, że szukam makijażystek z okolic do współpracy przy sesjach. Mam kilka znajomych dziewczyn z Warszawy, ale… Warszawa jest i blisko i daleko. Poza tym ceny makijażu są znacznie wyższe niż lokalne, a do tego trzeba doliczyć jeszcze kilka groszy za sam dojazd. Przecież wizaż nie może być droższy od sesji, prawda? Na ogłoszenie odpowiedziała Ania, ale jak zerknęłam na jej zdjęcie profilowe, jakoś mnie ono nie zachęciło do kontynuowania rozmowy, bo przedstawiało osobę na moje oko znacznie starszą ode mnie (Ania: SORRY!). Nie to, żebym miała coś przeciwko starszym osobom ;), ale łatwiej jest się porozumieć, jeśli ta różnica wieku nie jest tak duża według mnie, a poza tym zależało mi na osobie, która „siedzi w tym” tu i teraz, doszkala, śledzi nowe trendy i ma energię. Zadziałała więc schemat myślowy i korespondencja nam uciekła. Biorę winę na siebie 😉 Jednak jak coś MA SIĘZ DARZYĆ, to PO PROSTU TAK BĘDZIE! Na całe szczęście Ania nie dała za wygraną i pojawiła się u mnie w studio osobiście, a moim oczom ukazała się zupełnie inna twarz niż ta z profilowego na fb! Doszłyśmy do porozumienia i zaczęłyśmy współpracę z czego teraz niesamowicie się cieszę. Widzicie teraz jak ważne jest to zdjęcie profilowe na fb, a także na innych profilach społecznościowych?? Wizerunek jest SUPER ISTOTNY i nie ma co tego odkładać, zaniedbywać, bo a nuż zniknie nam szansa na intratną współpracę?

Pod tą sesją podpisuję się nie tylko swoim warsztatem, ale sercem, energią i całą kobiecą częścią „mojego ja” 🙂 Te zdjęcia są uniwersalne, nadają się do mediów społecznościowych, CV, portfolio itd. Poza tym mam nadzieję, że ozdobią też inne przestrzenie w Ani otoczeniu 😉 Już widać je na FB Filuterii! Dociekliwi mogą sprawdzić jak wyglądało poprzednie zdjęcie profilowe i porównać ;p (może ktoś ma inne zdanie ode mnie?) o ile Ania przezornie go nie usunęła na amen. Ale podobno w Internecie nic nie ginie? ;p Nie wiem, nie znam się ;p

Aniu dziękuję za ten czas, dziękuję, że dałaś się przekonać! Tym samym obroniłam swój punkt honoru, bo jesteś w naszym zespole ArmoArt (muszę zrobić chyba już koszulki;p) i nie możesz nie mieć porządnej sesji!

Jeszcze wyjawię Wam pewną rzecz, jaką usłyszałam od mojej innej współpracownicy, która stwierdziła twardo, że „szewc bez butów chodzi”, moje zdjęcia to już zamierzchła przeszłość, już jej się „opatrzyły” i to skandal, że JA nie zrobiłam sobie nowej sesji! I widzisz, człowieku, dajesz takiej pracę, dbasz, chuchasz, dmuchasz, przejmujesz się, doceniasz, a ta Cię w ciągu minuty podsumuje konkretnie ;p Niemniej ja każdą krytykę biorę na warsztat, więc czas pomyśleć o czymś dla mnie 😉

P.S. A skąd tytuł niniejszego wpisu? Oczywiście od nazwy Filuteria Anny Dobrogosz 😉 Ania faktycznie jest filuterna, czyli wesoła, figlarna, z tym czymś na „k” w oku 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *